Kulinarna ścieżka Walencji

Ponad rok temu wyemigrowałam do Hiszpanii i prawie od samego początku chciałam poznawać różne części tego kraju. Oczywiście, nieustannie eksploruję Majorkę, bo jeszcze nie zobaczyłam jej wszystkich zakamarków, ale od czasu do czasu rodzi się we mnie chęć zmiany otoczenia.

Tak też było przed walentynkowym wyjazdem do Walencji. Jednego dnia usiedliśmy z E. przed komputerem i sprawdziliśmy najtańsze opcje weekendowe. Moja pierwsza myśl przeniosła mnie do Madrytu, ale ceny biletów nie zachęciły nas do wyboru tego kierunku. Trafiła nam się za to Walencja!

Pierwsze wrażenia z tego miasta

Walencja jest nieco mniejsza od Barcelony, bardzo urokliwa, przyjazna i turystyczna. Ma dostęp do morza, dlatego spacer w tamtym kierunku powinien być obowiązkowym punktem każdego turysty. To miasto czyste, zadbane, z zachwycającą architekturą. Moim zdaniem to zupełnie inny klimat niż Majorka. Ludzie w większości uprzejmi, otwarci i pomocni. To dla mnie bardzo ważny aspekt w trakcie podróżowania. Zdradzę Wam, że Walencja oczarowała mnie swoją aurą i panującą tam atmosferą, a i pogodą! Chociaż na tą wcale nie mogę narzekać, ponieważ wyspa niemal codziennie raczy nas słońcem.

Mapa kulinarna Walencji

Każdy z nas wybierając się w podróż ustala sobie priorytety i oczekiwania związane z wyjazdem. Zarządzamy wtedy swoim czasem i finansami zgodnie z naszymi zainteresowaniami i potrzebami. My postawiliśmy tym razem na kulinarne doznania. Dobre jedzenie i klimatyczne restauracje są czymś co oboje z E. lubimy i czerpiemy ogromną przyjemność z poznawania nowych smaków. Prawie zaraz po zakupie biletów rozeznałam kulinarne miejsca, które mogłyby nas zachwycić. Większość z nich była nowoczesna, ciesząca się dużym uznaniem, a może renomą? Postanowiliśmy podążyć tą drogą, którą dzisiaj chcę także Wam pokazać.

1. La Mas Bonita

Numer 1: Zaraz po przylocie udaliśmy się na plażę. Tam zlokalizowana jest urocza restauracja La Mas Bonita. Kolejka była bardzo długa, a my niesamowicie głodni. Kelner zapisał nas na listę oczekujących i w taki oto sposób nie pozostało nam nic innego jak nasłuchiwanie naszych imion. Trwało to ok. 20 minut, ale było warto.

Więcej szczegółów: Dostaliśmy stolik z widokiem na morze. Woleliśmy zostać na zewnątrz chociaż wnętrze tej restauracji było bardzo zachęcające. Za budynkiem kryje się ogródek – bardzo uroczy. Z kartą zapoznaliśmy się już wcześniej, więc szybko złożyliśmy zamówienie. Powiem Wam, że naprawdę warto było czekać. Jedzenie bardzo dobre!

Refleksja: Dla mnie takie momenty mają duże znaczenie. Spożywanie posiłku w towarzystwie słońca i szumu morza, zatrzymanie się na chwilę w swoim życiu czy dawanie sobie wzajemnej uwagi w trakcie rozmowy to elementy tworzące nasze życie. Myślę, że zwłaszcza znalezienie dla siebie czasu w codziennych rutynach i nawale obowiązków potrafi działać cuda w relacjach.

2. Horchatería de Santa Catalina

Jeszcze przed podróżą zaplanowałam, że zjemy churros! Na Majorce rzadko spotyka się te wypieki. Tutaj inne słodycze mają powodzenie. A Hiszpania chyba każdemu kojarzy się z tymi typowymi, podłużnymi pączkami.

Numer 2: Trafiliśmy tutaj z czystego przypadku. Wróciliśmy do centrum i nasze zmysły smakowe podpowiedziały nam ten wybór. Byłam nastawiona na churros i to też zamówiliśmy, ale okazało się, że tubylcy jedzą w tym miejscu coś innego! Zamawiają horchata – napój ze specjalnej rośliny smakujący jak woda z mąką i cukrem. Do tego podawane są jakieś słodkie paluchy z czekoladą, których nazwy nie znam.

Więcej szczegółów: Miejsce bardzo klimatyczne, zachowujące hiszpański styl i klimat. Panowała tam miła atmosfera i charakterystyczny dla takich miejsc gwar. Polecamy.

3. Restaurante Pulpo

Ta restauracja to niebo na ziemi dla wszystkich wielbicieli owoców morza, w tym ośmiornicy. Pulpo po hiszpańsku to właśnie ośmiornica.

Numer 3: Dotarcie do tego miejsca było dla nas nie lada wyzwaniem z powodu lokalizacji. Po 30 minutach spaceru byliśmy „w ośmiornicy”. W ten dzień panowała tam aura walentynkowych kolacji. Restauracja było pełna. My też zrobiliśmy wcześniej rezerwację, ale jedyne dostępne miejsce to był taras. Wieczorami jest dość chłodno, a wnętrze restauracji jest naprawdę bardzo stylowe, dlatego taka opcja nas nie satysfakcjonowała. Mieliśmy tego wieczoru szczęście, bo ktoś odwołał rezerwację i zajęliśmy miejsce w środku.

Więcej szczegółów: Zamówiliśmy ośmiornicę podaną na dwa sposoby z polecenia wenezuelskiego kelnera. Obie wersje bardzo nam smakowały. Często zamawiamy ten owoc morza i muszę przyznać, że tutaj naprawdę dobrze ją przyrządzono. Do tego nasze ulubione vino verdejo i na koniec deser.

Refleksja: Takie randki są wskazane nie tylko dla par, które dopiero się poznają i zaczynają randkowanie. Uważam, że dużo bardziej są wskazane tym związkom i małżeństwom, które już długo są ze sobą. To dobry sposób na przerwanie rutyny i zaoferowanie sobie czegoś innego. Wzmacnia relację.

4. Dulce de leche

Numer 4: Kawiarnia i cukiernia serwująca przepyszne opcje śniadaniowe. Jest zlokalizowana w centrum, więc nie trudno do niej trafić. Przyszliśmy tutaj na śniadanie. To miejsce wybrałam przeglądając IG, ale mój wybór podbiła Natalia, która również poleciła mi tą kawiarnię.

Więcej szczegółów: Wybraliśmy śniadanie dla dwojga, które było gigantyczne i spokojnie mogłoby być śniadaniem dla trojga. To co cenię w takich zestawach to ich różnorodność, dzięki, której nie muszę dokonywać wyboru między słodkim, a słonym.

5. Restaurante La Reina

Numer 5: To restauracja śródziemnomorska, która była znana E. Jest zlokalizowana blisko wspomnianej w punkcie drugim horchateria. Przyszliśmy tutaj na lunch i wybraliśmy ukochane przez nas owoce morza. Oczywiście, karta oferuje dużo więcej i znajdzie się tam też coś dla mięsożerców i nie tylko.

Więcej szczegółów: Mieliśmy tutaj dużo atrakcji. Zajęliśmy miejsce na zewnątrz, więc mogliśmy obserwować co działo się na jednej z głównych ulic. Patrzyliśmy na ludzi i próbowaliśmy tak po prostu być „tu i teraz”. Zaczepił nas tam uliczny magik, który nazwał mnie Hannah Montaną! Nie obraziłam się, a raczej weszłam z nim w dialog i w taki sposób odegrał przed nami prawdziwe przedstawienie. Lubię doceniać ulicznych artystów. Uważam, że mają w sobie ogromną odwagę, pasję i determinację. Dziwię się, dlaczego ludzie odwracają wzrok. Opłata za takie mini-przedstawienie jest naprawdę zależna tylko, i wyłącznie od nas.

Podsumowanie

Walencja to miasto, w którym mogłabym kiedyś zamieszkać. To dziwne, ale właśnie takie myśli chodziły mi tam po głowie. A po powrocie na Majorkę zdałam sobie sprawę jak wiele zbudowałam właśnie tutaj, na wyspie. Nie zauważałam tego wcześniej.

Mam dla Was dwie konkluzje. Po pierwsze, zmiana otoczenia pozwala nam dostrzec to w jakim życiowym miejscu się znajdujemy. To z kolei rodzi pewne refleksje i pozwala nam na weryfikację naszych potrzeb. A po drugie, podróżowanie, poznawanie innych kultur wzbogaca nas tak po prostu. Dodaje nam energii, wzmaga apetyt na dalsze wycieczki. Mogłabym tak wymieniać powody, dla których warto ruszyć w świat bez końca, ale może zostawię to na inną okazję? A teraz zapraszam Was do przeczytania artykułu, który napisałam już jakiś czas temu – „Co podróże wnoszą do życia psychologa?”

Pozdrawiam Was gorąco i mam nadzieję, że miło Wam się czytało te moje kulinarno-podróżnicze opowieści.

You may also like

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *