Problemy i kryzysy spotykane na emigracji – okiem psychologa

Niedawno minęły dwa lata od rozpoczęcia mojej pracy zawodowej z Polonią żyjącą na emigracji. Do tej pory miałam pacjentów i klientów z różnych krajów – z Anglii, Belgii, Niemiec, Szkocji i Hiszpanii. Jednak najwięcej godzin przepracowałam z Polakami mieszkającymi na Majorce (bo to właśnie tutaj prowadziłam konsultacje stacjonarne). Z okazji tej rocznicy chciałabym nieco podsumować moją dotychczasową pracę i przedstawić Wam najczęstsze problemy z jakimi można zmagać się na emigracji. Artykuł ten kieruję głównie do osób myślących o rozpoczęciu życia za granicą, do emigrantów, ich rodzin i specjalistów, którzy wspierają tę grupę, a także wszystkich, którzy są zainteresowani życiem na obczyźnie.

Charakterystyka grupy, z którą dotychczas pracowałam

W mojej praktyce psychologicznej znacznie częściej po pomoc sięgały kobiety niż mężczyźni. Wiek moich klientów wahał się od 13 do 57 lat (pracuję z nastolatkami i osobami dorosłymi). Najczęściej pracowałam z kobietami w przedziale wiekowym 30-40 lat. Wspierałam i radziłam w formie indywidualnych konsultacji psychologicznych. Poznałam bardzo wiele historii także poza gabinetem, które z całą pewnością pomogły mi jeszcze lepiej rozumieć różnorodne sytuacje klientów.

Najczęstsze problemy na emigracji

Wybrałam kilka problemów, które powtarzały się w trakcie mojej dwuletniej pracy.

Bullying i rasizm

Myśląc o najmłodszej grupie wiekowej zaczynam od wymienienia bullyingu, czyli przemocy w szkole. W gabinecie mowa była o dwóch jej formach – fizycznej i psychicznej. Najczęstszymi jej przyczynami były: inne pochodzenie, wygląd zewnętrzny, osiągane sukcesy osoby doświadczającej przemocy lub określone cechy charakteru, które nie odpowiadały oprawcom. Problem ten nie dotyczył tylko nastolatków, którzy przeprowadzili się stosunkowo niedawno do nowego kraju, ale również tych osób, które mieszkały tam niemal od urodzenia i doskonale władały językiem. Niestety, muszę dodać, że moi klienci doświadczali aktów przemocy nie tylko ze strony swoich rówieśników, ale także osób dorosłych w tym nauczycieli. Zdarzało się to rzadziej, ale miało miejsce.

Moją rolą w takich sytuacjach była przede wszystkim praca z adolescentami, którzy przeżywali trudne chwile, ale także z ich rodzicami. W pierwszym przypadku zajmowałam się udzieleniem fachowego wsparcia, stworzeniem przestrzeni do przeżywania i zrozumienia własnych stanów emocjonalnych. Warto podkreślić, że wiek nastoletni jest bardzo trudny, ale także znaczący. Nastolatkowie często są zagubieni w swoich emocjach, odczuwają je w znacznie większym natężeniu, a zdanie rówieśników na tym etapie jest dla nich najważniejsze. Patrząc na to z tej perspektywy można łatwiej zrozumieć jak trudnym doświadczeniem jest dla nastolatka przemoc i odrzucenie w „obcym” kraju. Drugim ważnym elementem była pomoc w odbudowaniu pewności siebie i zwiększeniu samooceny, a także w ponownym odnalezieniu się w środowisku szkolnym. W kontakcie z rodzicami ważna jest psychoedukacja, wyjaśnienie etapu i sytuacji, w której znajduje się nastolatek i udzielenie rad w jaki sposób rodzic może się zachować. Bardzo ważne jest, aby ustalić wcześniej ze swoim nastoletnim klientem jakie treści przekazujemy rodzicom i czy klient wyraża na to zgodę. Osobiście traktuję swoich nastoletnich pacjentów jak dorosłych i uważam, że należy im się prawo do decyzji w tej kwestii.

Kryzysy w związkach

Z tym problemem zgłaszały się najczęściej kobiety. W wielu przypadkach były to związki międzykulturowe np. tworzone z Hiszpanami lub Latynosami. Najczęstszymi powodami kryzysów były nieporozumienia związane z innymi potrzebami partnerów, brakiem rozmów na ich temat lub trudnością we wzajemnym zrozumieniu się. Zdarzało się, że te konflikty miały swoje podłoże w odmiennych kulturach warunkujących styl życia, sposobie postrzegania i interpretowania świata, a także w prezentowanych poglądach. To co różnicuje Hiszpanię od Polski to średni wiek zakładania rodziny. W Hiszpanii często odbywa się to ok. 10 lat później w porównaniu do Polski, czyli w wieku 40 lat. Ponadto Hiszpanie tworzą długie związki partnerskie nie decydując się na ślub. Inaczej wygląda to w Polsce, gdzie formalizowanie związków jest znacznie częstsze i częściowo uwarunkowane kulturowo. Oczywiście, to tylko jeden z przykładów i w dodatku nie sprawdzający się w każdym przypadku, ale podaję go, aby lepiej wyjaśnić te różnice. Innym może być system wartości prezentowany przez dwie strony. Hiszpania jest krajem liberalnym, zdecydowanie mniej przywiązującym wagę do wartości religijnych co również może mieć wpływ na postrzeganie rzeczywistości i przekładać się na porozumienie w związkach.

Z kolei kultura latynoska jest kulturą kolektywistyczną. Oznacza to, że rodzina ma ogromne znaczenie dla jednostki. Rodziny latynoskie trzymają się razem, pomagają sobie i dbają o siebie. Ma to szereg zalet, ale może to również przeszkadzać w budowaniu zdrowego związku. Często dzieci długo mieszkają ze swoimi rodzicami i czują się odpowiedzialne za ich losy. W ten sposób żyją życiem rodziców i może im brakować przestrzeni na własne. Dla Europejczyków takie przywiązanie może być szokujące, często nawet trudne do zaakceptowania. W Polsce dzieci dążą do samodzielności i to częściej rodzice pomagają im na starcie. Oczywiście, podkreślam raz jeszcze, że nie dotyczy to każdego związku. Są pary międzykulturowe, które świetnie się uzupełniają i budują trwałe, zdrowe relacje. Różnice kulturowe nie zawsze działają na niekorzyść. Czasami nie mają znaczenia, a czasami wpływają dodatnio na związek.

Uzależnienie od alkoholu i/lub syndrom DDA

Życie na emigracji nie jest lekkie. Decydując się na taki krok musimy być świadomi, że czeka nas bardzo dużo wyzwań i trudności, z którymi różne osoby w zależności od struktury psychicznej różnie sobie radzą. Szukanie pracy, staranie się o godne warunki do życia czy wychowywanie dzieci w innej kulturze niesie ze sobą dużo napięć, frustracji i stresu, które kumulują się w naszych ciałach. Sięgnięcie po lampkę wina w kraju, w którym picie alkoholu jest wpisane w pewien styl życia wydaje się być najprostszym sposobem na upust emocji. Krótkoterminowo pomaga się rozluźnić, odprężyć i pozbyć codziennych trosk. Niestety, daje to tylko określone w czasie efekty i to pod warunkiem przyjęcia odpowiednio dużej „dawki”.

Pacjenci, z którymi pracowałam opisują to właśnie w taki sposób. Oczywiście, taka forma radzenia sobie ze stresem w większości przypadków prowadzi do uzależnień, których osoba zainteresowana nie chce widzieć. Moja rola w zależności od etapu, na którym znajdował się pacjent była różna. Jeśli alkohol stał się stosunkowo niedawno dobrym rozwiązaniem na wszystko to skupialiśmy się na odkrywaniu tego co tak naprawdę się pod tym kryje i szukaniu innych form radzenia sobie z tymi trudnościami. Pracowałam także z pacjentami, którzy byli w zaawansowanym stadium uzależnienia i których przekierowywałam na terapię uzależnień.

Z tym tematem wiąże się jeszcze jeden. Zauważyłam, że wielu moich pacjentów miało syndrom DDA (Dorosłe Dzieci Alkoholików). Ich wybory i decyzje życiowe często były podyktowane pewnymi mechanizmami wyuczonymi już w dzieciństwie, kiedy to jeden lub obojga rodziców nadużywali alkohol. W takim przypadku ważna jest psychoedukacja i uświadomienie sobie w jaki sposób dorastanie w domu z alkoholem wpłynęło na życie dorosłe tej osoby. A trzeba sobie jasno powiedzieć, że z dużym prawdopodobieństwem miało to ogromny wpływ. Statystyki podane przez Roberta Ackermana w książce „Wyrosnąć z DDA. Wsparcie dla dorosłych córek alkoholików” pokazują, że:

  • 80% kobiet DDA uważa, że ucierpiało BARDZO z powodu życia w rodzinie alkoholików
  • 12% twierdzi, że ucierpiało UMIARKOWANIE
  • 8% uważa, że nie ucierpiało WCALE

Moim zdaniem nie warto bagatelizować swojej przeszłości i zaprzeczać jej wpływowi na nasze funkcjonowanie. Znacznie korzystniejszym rozwiązaniem wydaje się być konfrontacja z tym co już się wydarzyło, stopniowe naprawianie naszych naruszonych struktur i zmiana wyuczonych mechanizmów. Czasami można tego dokonać we własnym zakresie, czasami z pomocą psychologa, a czasami w procesie terapeutycznym pod okiem psychoterapeuty.

Epizody depresyjne

Często w krótkim wywiadzie, który zawsze przeprowadzam przed konsultacją, pacjenci twierdzili, że cierpią na depresję. Później okazywało się, że nikt tej depresji nie zdiagnozował, że to oni sami dokonali u siebie takiego rozpoznania. Cieszę się, że nie ma obojętności względem tej bardzo powszechnej choroby, ale z drugiej strony obniżenie nastroju nie zawsze musi oznaczać depresję.

Przedstawiam kryteria diagnostyczne wg klasyfikacji ICD-10 – kryteria diagnostyczne epizodu depresyjnego F32.2 oraz nawracającego zaburzenia depresyjnego F33.2 :

Aby rozpoznać EPIZOD DEPRESYJNY należy stwierdzić występowanie przynajmniej dwóch z trzech poniższych objawów utrzymujących się nie krócej niż przez dwa tygodnie:

  • poczucie przygnębienia przez większość dnia niemal codziennie,
  • mniejsza zdolność do odczuwania radości z tego, co dotychczas sprawiało przyjemność, mniejsze zainteresowanie sprawami dnia codziennego,
  • poczucie zmęczenia i pozbawienia energii przez większość czasu. 

Konieczne jest także wystąpienie dwóch lub więcej spośród następujących objawów:

  • znacząca zmiana apetytu lub wzrost albo spadek masy ciała niezależny od intencji,
  • problemy ze snem (trudności w zasypianiu, budzenie się w środku nocy, wczesne wybudzanie się lub nadmiernie długi sen) występujące niemal każdej nocy,
  • spowolnienie w mowie lub ruchach albo poczucie niepokoju, nieustanne poruszanie się lub problem z usiedzeniem w jednym miejscu,
  • utrata zaufania do siebie, poczucie bezwartościowości lub bycia gorszym od innych,
  • uczucia samooskarżenia lub winy,
  • problemy z myśleniem lub koncentracją uwagi albo w podejmowaniu decyzji,
  • brak chęci życia, myśli dotyczące wyrządzenia sobie krzywdy lub popełnienia samobójstwa.

Jeśli dodatkowo osoba zgłasza inne, co najmniej dwutygodniowe stany, opisanego powyżej samopoczucia, stawia się diagnozę: „NAWRACAJĄCE ZABURZENIA DEPRESYJNE” (Wojnar i inni, 2002).

Wstawiam te kryteria nie po to, żeby się wg nich samodzielnie diagnozować, bo postawienie diagnozy depresji wymaga dużo szerszego rozeznania, ale po to, żeby mieć ogólny ogląd i nie popadać zbyt szybko w niepotrzebną panikę. Oczywiście, jeśli widzimy, że dzieje się z nami coś innego, niepokojącego to ZAWSZE warto skonsultować się ze specjalistą – psychologiem, psychoterapeutą lub psychiatrą.

Epizody depresyjne są częste na emigracji, ponieważ jest też dużo wyzwań przekraczających możliwości danej osoby. Jeśli szala z wyzwaniami i zasobami przechyla się w stronę tych pierwszych to tracimy równowagę i zwyczajnie nie dajemy sobie rady. Chodzi o to, aby znaleźć w takim momencie wsparcie (w osobach bliskich i/lub u specjalistów) i z ich pomocą stopniowo odbudowywać utracone zasoby w celu rozwiązywania bieżących problemów. Zdaję sobie sprawę, że brzmi to znacznie prościej niż w rzeczywistości jest, ale jeśli chcemy coś zmienić w swoim życiu to musimy podjąć w tym kierunku określone działanie. Do tego zachęcam!

Kryzys globalny związany z COVID-em

Rok 2020 przyniósł nam całkiem nowe wyzwanie, które uruchomiło machinę różnorodnych kryzysów: finansowy, sytuacyjny, środowiskowy, gospodarczy, ekonomiczny itp. Ich wpływ na nasze zdrowie psychiczne jest diametralny i zmotywował wielu Polaków do zgłoszenia się po profesjonalną pomoc.

Oprócz oczywistych trudności uniemożliwiających prowadzenie dotychczasowego życia (szereg ograniczeń, utrata pracy, lockdown’y itd.) na emigracji pojawiają się dodatkowo trudne emocje związane z dużą odległością dzielącą emigrantów od swoich rodzin. Pracowałam z pacjentami, którzy zmagali się z ogromną tęsknotą, bezradnością związaną z brakiem możliwości lotu do Polski czy poczuciem winy z powodu nieobecności w kraju. Niestety, pojawiały się także straty bliskich osób, które musiały być przeżywane z dala od rodziny. To doświadczenie uważam za jedno z najcięższych. Brak możliwości pożegnania kogoś bliskiego (w tym symbolicznego wzięcia udziału w pogrzebie) i brak fizycznego kontaktu z pozostałymi członkami rodziny w takim momencie był przeżywany w bardzo głęboki sposób.

Rolą psychologa w takich momentach jest udzielenie wsparcia, okazanie zrozumienia i stworzenie przestrzeni na przeżywanie emocji związanych z różnorodnymi kryzysami i tragediami.

Podsumowanie

Na podsumowanie pozwolę sobie zacytować „klasyka”:

W życiu nie chodzi o to, aby przeczekać burzę, a o to, aby nauczyć się tańczyć w deszczu.

Ludzie podejmują i będą podejmować decyzje o emigracji. Tam napotkają na nowe wyzwania i będą się z nimi mierzyć. Sukcesywne pokonywanie różnych trudności i osiąganie chociażby małych sukcesów w poszczególnych obszarach życia buduje poczucie naszej sprawczości, zwiększa pewność siebie i daje możliwość ogólnego rozwoju.

Warto pamiętać, że w sytuacjach kryzysowych, przerastających nasze możliwości lub takich, w których zwyczajnie potrzebujemy wsparcia specjalisty – trzeba sięgać po pomoc, a nie czekać aż coś się samo zmieni. W wielu przypadkach moi pacjenci rozwiązali swoje problemy podczas kilku konsultacji. Inni potrzebowali dłuższej drogi. Niemniej jednak szli ku zmianie, bo zmiana jest dobra tylko trzeba się na nią odważyć.

ŻYCZĘ POWODZENIA WSZYSTKIM EMIGRANTOM!

You may also like

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *