„Terapia drobnymi przyjemnościami”

Początek roku 2020 jest dla mnie czasem pełnym inspiracji i nadziei. Usłyszałam, że wg astrologii to ma być rok ulgi. Odkrywam na nowo to, co kiedyś wydawało mi się oczywiste, a z biegiem czasu i różnych wydarzeń przestało takie być. Jedną z takich rzeczy jest magia drobnych przyjemności.

Czym jest „terapia drobnymi przyjemnościami”?

Jak zapewne już się domyśliliście takie nazewnictwo nie istnieje w żadnej klasyfikacji psychologicznej. Jest to tylko i wyłącznie wytwór mojej wyobraźni i gra słów, pod którą mimo wszystko kryje się głębszy sens i pewna metoda.

Po dwóch stronach balustrady

Był taki czas kiedy drobne przyjemności świadomie towarzyszyły mi każdego dnia. Należały do nich spotkania z przyjaciółmi, pyszne śniadania, parzenie kawy, słuchanie ulubionej muzyki, zakup jakiejś małej rzeczy – najczęściej kwiatów lub nowej części garderoby. Do drobnych przyjemności należało także patrzenie w niebo, podziwienie słońca i radowanie się przyrodą (najczęściej kiedy przebywałam na wsi). Te aktywności potrafiły wypełnić mój cały dzień i nadać mu sens.

Był też taki czas kiedy nadmiar stresu, trudnych emocji i wyzwań przysłonił mi niemalże wszystko. Energia jaką traciłam na radzenie sobie z codziennością nie wystarczała mi już na praktykowanie wdzięczności lub mindfulness. Oczywiście, podejmowałam próby, ale bardzo trudno wtedy było mi znaleźć radość w małych rzeczach.

Te dwa jakże różne momenty mojego życia zainspirowały mnie do pewnych przemyśleń. Chodzi o to, że tytułowa „terapia” może się sprawdzić w obu tych przypadkach. Zanim jednak o niej, chciałabym poświęcić uwagę emocjom, które niejednokrotnie przysłaniają nam naszą rzeczywistość tworząc iluzję poczucia braku sensu życia lub czerpania z codzienności.


Emocji nie można wybrać

Walkę z emocjami można przyrównać do samotnej bitwy stoczonej z uzbrojoną armią albo do syzyfowej pracy. Co zawalczymy to znowu wróci. Wypieranie, racjonalizowanie, zaprzeczanie czy tłumienie to mechanizmy, które są pomocne, ale tylko przez jakiś czas. Oczywiście, wiele zależy od intensywności i natężenia emocji, ale bez względu na to jedyną słuszną drogą wydaje się ich właściwe przeżycie. To często bardzo długi proces, w którym najlepiej, aby towarzyszył nam specjalista. Brene Brown pisze tak o emocjach:

Nie można wybierać sobie uczuć. Nie można powiedzieć: tu jest smutek i wstyd – ja tego nie chcę. Jeśli zagłuszamy bolesne emocje, to zagłuszamy też radość i szczęście.

Cytat znalazłam u Agnieszki Cichockiej.

Jak sobie pomóc?

Właściwe przeżycie emocji tych z teraz lub tych z przeszłości jest bardzo istotne dla naszego dobrego funkcjonowania i powrotu do pełni zdrowia psychicznego. W zależności od tego jak sobie z nimi radzimy, w jakim stopniu wpływają na nasze codzienne funkcjonowanie i jakie są skutki ich nadmiernego działania powinniśmy pomyśleć o skorzystaniu z odpowiedniej pomocy.

Moim zdaniem najważniejsza jest współpraca z odpowiednim specjalistą – psychologiem lub terapeutą. To oni pokierują całym procesem właściwego przeżywania trudnych emocji i pomogą zrozumieć ich źródło. To pierwszy i bardzo ważny krok w powracaniu do zdrowia.

Kolejnym istotnym elementem jest wsparcie bliskich, którzy nawet jeśli nie potrafią do końca zrozumieć naszego stanu emocjonalnego to są obok nas po to, żeby wesprzeć dobrym słowem i obecnością.

Aż w końcu dochodzimy do terapii drobnymi przyjemnościami, które moim zdaniem również mogą mieć swój udział w całym długim procesie leczenia. Oczywiście, w trudniejszych, bardziej zaostrzonych przypadkach „terapia” ta nie powinna zastępować pracy ze specjalistą, ale może być pomocna.

Do kogo skierowana jest „terapia drobnymi przyjemnościami?

Każdy z nas, kto czuje się w pełni zdrowia psychicznego może śmiało stosować powyższą terapię. Będzie to forma podobna do suplementacji lub wzmacniania organizmu (a raczej naszej odporności psychicznej). Terapia ta ma podobne podłoże do treningu wdzięczności lub praktykowania mindfulness. To także świetna metoda, dla tych, którzy przeżywają gorszy czas w swoim życiu. Dla tych, których dusza potrzebuje uzdrowienia.

Mogłoby się wydawać, że radość z drobnych przyjemności mogą czerpać tylko Ci, którzy świetnie funkcjonują na codzień. Faktycznie, kiedy nasz stan psychiczny i emocjonalny znajduje się w równowadze to małe przyjemności dnia codziennego mogą być przeżywane w inny sposób. Może w bardziej radośniejszy? Nie oznacza to jednak, że osoby, które mają gorszy moment życia lub trudności absorbujące większość energii mają zrezygnować ze swojej codzienności i zatapiać się tylko i wyłącznie w nich. Ten post to w pewien sposób mój apel do wszystkich tych, którzy cierpią z jakiegoś powodu i nie mogą sobie ze swoim cierpieniem poradzić. Proszę, nie poddawajcie się swoim emocjom, nie zatracajcie wiary, w to, że warto o siebie zawalczyć! Nie zamykajcie się w domach, nie traćcie cennego czasu tylko dlatego, że Wasz stan emocjonalny jest teraz inny. Na koniec chciałabym Wam przytoczyć moją ulubioną afirmację:

Nawet najdłuższa żmija mija.

Afirmację znalazłam u Igi Stanek

Zastosowanie i dawkowanie

Zachęcam do stosowania jej jako formy łagodzącej, wspierającej i kojącej. Dawkowanie wedle uznania. Drobne przyjemności dnia codziennego mogą być naszym ukojeniem, motywacją, a nawet sensem samym w sobie.

Bardzo mocno wierzę w działanie takich prostych czynności, które mogłyby się wydawać całkowicie nieistotne. W rzeczywistości mogą działać prawdziwe cuda. Nie tylko w sytuacjach trudnych, ale także kiedy wiedziemy spokojne życie.

A czy Wy dbacie o istotę codziennych, drobnych przyjemności? Czy stanowią one element Waszego życia? Koniecznie dajcie znać!

Przeczytaj również o „Terapii codziennymi rutynami”:

You may also like

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *