Zdrowe podejście do mediów społecznościowych, czyli jak z nich korzystać i nie zwariować.

Tytułem wstępu

Nasze życie coraz bardziej i bardziej kręci się wokół sfery technologii i szeroko pojętych mediów społecznościowych. Świat wirtualny każdego dnia odgrywa ogromną rolę w życiu codziennym i bez względu na to, czy jesteśmy tego świadomi czy też nie, to nasze realia. Machina porozumiewania się za pomocą iPhone’ów, smartfone’ów i innych tego typu urządzeń już dawno ruszyła z impetem i nic, ani nikt nie jest w stanie jej zatrzymać. Nawet jeśli bardzo byśmy tego chcieli. Jesteśmy już nie tylko odbiorcami, ale także coraz częściej twórcami treści. Z tego powodu rodzi się coraz więcej wątpliwości i pytań dotyczących słuszności portali internetowych, a także problemów psychologicznych, których rozwiązań trzeba szukać na bieżąco.

Zjawisko nadinterpretacji

Temat, którym chcę się z Wami podzielić w tym artykule jest ze mną już od dłuższego czasu. Po pierwsze sama usiłuję znaleźć swoje własne i jak najbardziej spójne ze mną miejsce w tym świecie. Po drugie wciąż docierają do mnie z zewnątrz różne opinie, a czasami rozterki innych osób, które mimo, że dostrzegają możliwości w sieci, to są pełni obaw dotyczących mechanizmów rządzących internetem. To sprawia, że wiele osób ciągle jeszcze prezentuje zachowawcze lub zdystansowane podejście do korzystania z mediów społecznościowych. Niemniej jednak, każdy z nas robi to codziennie. Ostatni bodziec, który skłonił mnie do poruszenia tego tematu to obserwacja pewnego zaskakującego psychologicznego zjawiska. Na poczet tego artykułu nazwałam je zjawiskiem nadinterpretacji. Zauważyłam, że ludzie kreują swoje własne interpretacje, które dotyczą życia innych ludzi i robią to na podstawie informacji, które uzyskują właśnie w portalach społecznościowych. Zakładają z góry, że opublikowane przez kogoś treści są CAŁĄ prawdą o jego życiu i nie ma konieczności, aby go dodatkowo pytać o samopoczucie, emocje lub nowe wydarzenia z jego życia. Przecież mają wszystko podane na tacy. Wystarczy otworzyć Facebook, Instagram lub inny portal i gotowe. Wiedza sama płynie.

Autoprezentacja  

Zjawisko nadinterpretacji to w moim odczuciu zbyt wyimaginowane przekonania na temat życia innych ludzi, które mają swoje źródło w traktowaniu mediów społecznościowych jako wyroczni. Trzeba nam być świadomym, że każdy człowiek ujawnia w portalach tylko część swojego życia, jakiś wyrywek, krótką chwilę lub emocję. Najczęściej są to pozytywne momenty, chwile radości i dobre informacje. Dzielimy się ze światem tym co pozwala ukazać naszą osobę w dobrym świetle, bo to co publikujemy stanowi część autoprezentacji. Dokonujemy tego zabiegu w różnych celach i z różnymi motywacjami. Są osoby, które za pośrednictwem portali prowadzą swoje małe lub większe firmy i biznesy. Traktują wówczas to miejsce jako cenne narzędzie do komunikacji, udzielania informacji i czasami sprzedaży swoich produktów. Innym razem autoprezentacja dotyczy personalnie osób, które korzystają z portali na poczet podtrzymywania relacji ze swoimi bliskimi. Wtedy dzielą się tym co we własnym poczuciu chcą ogłosić światu. Bez względu na indywidualny cel, który nam przyświeca w prowadzeniu naszych portali, pragnę podkreślić, że bez wątpienia są to wyrywki zazwyczaj dobrych wieści dotyczących naszego życia.  

Zdrowy rozsądek, a pułapka iluzji  

Ma to pewne konsekwencje. Kiedy opisujemy czy pokazujemy swoje życie tylko i wyłącznie w różowych barwach to odbiorca wierzy, że to jedyny kolor jakim malujemy. To ogromna pułapka nazwana przeze mnie pułapką iluzji. Mogę tylko zachęcić twórców do korygowania takiego sposobu myślenia u swoich czytelników, a odbiorców do nie wyciągania pochopnych wniosków na podstawie wyrywkowych informacji. Potrzeba nam otworzyć się na świadomość, że fakt dokonania pozytywnej autoprezentacji jest częścią ludzkiego odruchu i uruchamia się na każdym kroku. Kiedy odbywamy rozmowę kwalifikacyjną nikt z nas nie jest chętny mówić o swoich wadach czy gorszych momentach w życiu, ale skupia się raczej na swoich zaletach i umiejętnościach tak, by pokazać się z dobrej strony. O to przecież chodzi. Gdyby było inaczej żaden pracodawca nie chciałby współpracować z taką osobą i ona sama skazałaby się na niepowodzenie w znalezieniu pracy. Jednak rekruter ma świadomość, że osoba, z którą rozmawia nie jest diamentem bez skazy. Wady ujawnią się w toku pracy. Czyż nie jest podobnie w kwestii social media? Czy istnieje sens ujawniania tego czego w sobie lub swoim życiu nie lubimy? Z psychologicznego punktu widzenia jesteśmy odbierani przez innych tak jak sami o sobie mówimy i myślimy. Każdy stara się dzielić swoimi sukcesami i radościami. Nie oznacza to, że dana osoba nie ponosi porażek, i że nie ma trudnych momentów. Myślę, że kluczem w zdrowym podejściu do portali społecznościowych jest zrozumienie powyższego zjawiska i jego przyczyny.

Czy warto dzielić się przykrymi informacjami i niepowodzeniami na forum?

Na to pytanie jest tylko jedna, często stosowana przez psychologię odpowiedź: „To zależy”. Wiele zależy od kontekstu sytuacji oraz naszych osobistych granic. Są momenty kiedy opisanie problemów i trudności w mediach społecznościowych może być jedyną drogą uzyskania pomocy. Często słyszy się o uratowaniu komuś życia właśnie dzięki szerokiemu zasięgowi w portalach społecznościowych umożliwiającemu zebranie potrzebnych pieniędzy. Można także otrzymać szeroko pojęte wsparcie od grona naszych obserwatorów czy czytelników w chwilach kiedy tego potrzebujemy. Jest nim często dobre słowo, które motywuje i dodaje sił. Trzeba jednak wziąć pod uwagę własne granice i postępować wedle nich. Jeśli czujemy się dobrze, z tym co piszemy i publikujemy, wiemy, że robimy to w określonym celu, nie szkodzimy sobie, ani innym, wówczas można rozważać kwestie uwspólnienia także trudniejszych momentów życia. Będą do tego skłonni bardziej ekstrawertycy, którzy dużo mocniej odczuwają potrzebę podzielenia się nie tylko dobrymi, ale i gorszymi momentami ze swojego życia. 

Gdzie jest granica i kto ją wyznacza?

Uważam, że granicę w przeważającej ilości przypadków wyznaczamy my sami. Oczywiście nie należy pomijać generalnych, ogólnie przyjętych zasad  kultury, wartości oraz praw określających prawidłowe funkcjonowanie w społeczeństwie. Wyróżniłabym tutaj nadrzędnie dobro i szacunek należny każdemu człowiekowi. Jeśli publikowanymi treściami nikogo nie obrażamy, nie szkodzimy innym, ani sobie, a jednocześnie czujemy się z nimi w zgodzie –  nic nie stoi na przeszkodzie, by się nimi podzielić.

Autentyczność

Bardzo ważnym elementem jest także zachowanie autentyczności w tym co wyrażamy za pomocą słów lub nagrań. Warto zatroszczyć się o spójność swoich wytworów z wyznawanymi przez nas wartościami i wyborami dokonywanymi w życiu. W ocenie tej kwestii pomoże nam nasze sumienie, które to podpowie, czy nasza intencja jest dobra. Mówiąc krótko warto się zastanowić czy typowe działania “pod publikę” to coś na czym chcemy budować swoją osobistą markę. 

Pewność siebie

Z tym tematem wiąże się jeszcze jeden aspekt dotyczący pewności siebie. Aby móc odczuwać harmonię z publikowanymi treściami warto pierwszorzędnie zatroszczyć się, a następnie operować na solidnie osadzonej pewności siebie. Drogi, które prowadzą do jej rozwoju są różne, ale chcę wymienić jedną. Poznanie siebie. Kiedy odnajdziemy i zdefiniujemy swoje wartości, rozróżnimy mocne i słabe strony, a następnie zaakceptujemy siebie tym kim jesteśmy będzie nam prościej móc się zaprezentować w mediach i utożsamić z treściami, które nam odpowiadają lub nie. Z jakiego powodu ma to tak ogromne znaczenie przy temacie mediów? Publikując coś w sieci musimy być świadomi, że podlega to ocenie. Będą osoby, które zgodzą się z nami i takie, które całkowicie odrzucą naszą teorię na życie. Jest to związane z relatywizmem życia, czyli istnieniem różnych, czasami całkowicie przeciwstawnych podejść do świata. Trzeba nam się w tym wszystkim gdzieś ulokować, czyli odkryć siebie i swoje stanowisko w wielu sprawach. Dzięki pewności siebie i świadomości kim jesteśmy (a kim nie) wyzwolimy się od strachu, który wiem, że paraliżuje nie jeden ukryty talent.  Jakbyśmy nie spojrzeli na media, to jednak są one ogromną szansą na prezentację swoich umiejętności, zdolności i kreatywności. Internet przyjmuje to czego często nie daje nam szkolnictwo i stwarza okazję dla ludzi z szeroko pojętą kreatywnością. Docelowo pewność siebie ma nam pomóc w określeniu naszej indywidualnej granicy w świecie social.

Czy warto być „aktywnym”?

Przez pojęcie „aktywny” rozumiem zarówno tworzenie własnych treści, jak i lajkowanie, skrolowanie czy też komentowanie na profilach innych osób. Aby rozprawić się z tym dylematem trzeba, aby każdy odpowiedział sobie na pytanie co mu daje, a co ewentualnie zabiera aktywność w świecie wirtualnym. Po analizie przysłowiowych zysków i strat będziemy mieli czarno na białym czy upatrujemy w tym co robimy głębszy sens czy faktycznie marnujemy energię, którą moglibyśmy wykorzystać na coś innego. Tak czy inaczej decyzja znowu leży po naszej stronie. Jeśli jesteśmy na siebie uważni i potrafimy z dystansem spojrzeć na swoją osobę nie będziemy mieli większego problemu z oceną. W sytuacji gdy czujemy, że nie jesteśmy względem siebie obiektywni sięgnijmy opinii bliskiej nam osoby. Ale takiej, która dobrze nas zna, i której ufamy na tyle, że wiemy,  iż wyda opinię, która ma nam pomóc, a nie poddać krytyce.

Częstotliwość

Ostatni dylemat, o którym chcę wspomnieć to częstotliwość, z jaką publikujemy lub uaktywniamy się w świecie wirtualnym. To problem, z którym psychologia boryka się już od dawna. Rodzą się pytania o uzależnienia lub „stratę” czasu..

Co do częstotliwości powinniśmy mieć to na uwadze. Nadmierne korzystanie z urządzeń elektronicznych na pewno nie wpływa pozytywnie na nasze zdrowie somatyczne, a przede wszystkim na układ nerwowy. W gabinetach okulistycznych spotyka się coraz to więcej pacjentów, którzy skarżą się na problemy ze wzrokiem. To jeden z powodów, dla którego warto poddać analizie czas spędzany przy portalach. 

Druga kwestia to żywe relacje międzyludzkie. Oczywiście definicja mediów społecznościowych przypomina nam, że powstały one, by zrealizować potrzebę kontaktu człowieka z człowiekiem. Jednak relacja wirtualna jest zupełnie inna niż ta na żywo i nigdy nie zastąpi spotkania się z rodziną, przyjaciółmi czy znajomymi twarzą w twarz. Najbardziej powszechny obraz w restauracjach to pochylone głowy i oczy wbite w ekran takiego czy innego urządzenia. Może warto odseparować czas realnych spotkań od skrolowania portali. Taki układ może być dobrym rozwiązaniem i okazaniem szacunku osobie, z którą aktualnie spędzamy chwile „na żywo”.

Uzależnienia to realny problem. Mówiąc najbardziej ogólnie uzależnienie rodzi się tam, gdzie pojawia się przymus wykonywania określonej czynności. To znaczy, że dana osoba nie potrafi zrezygnować nawet na krótką chwilę z korzystania z mediów, czy też nie jest w stanie wylogować się z trybu online. Jeśli zauważamy niepokojące oznaki u swoich bliskich warto skonsultować to z psychologiem. 

Podsumowanie

Recepta na zdrowe podejście do portali społecznościowych została wymyślona już w starożytności i jest nią odpowiednia dawka, czyli umiar. Zarówno w korzystaniu ze świata wirtualnego, jak i jego obserwacji i interpretacji. W spojrzeniu na media nie warto sztywno trzymać się naszych wyobrażeń albo stereotypów, które są nam z każdej strony oferowane. Oderwijmy się od schematycznego spojrzenia na piękne zdjęcia i takowe treści, a obudźmy w sobie zdrowy rozsądek i odpowiedni dystans.

 Źródła:

  • Marcin Żukowski, “Twoja firma w social mediach. Podręcznik marketingu internetowego dla małych i średnich przedsiębiorstw”
  • Bogdan Wojciszke, “Psychologia społeczna” 

You may also like

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *